Ofiara na parafię

Dla małżeństw

PRAWO DO ŻYCIA



Telewizja zalewa nas obecnie mnóstwem seriali i mydlanych oper. Jest ich tak wiele, że ich zwolennicy mają nieraz trudność z wyborem tej ulubionej. Jednak pośród tych wszystkich seriali czy mydlanych oper dostrzegłem osobiście coś wartościowego. I jak większość seriali to dla mnie po prostu zwykłe, tanie historie by tylko zniewolić widza, to serial na którym chcę oprzeć te kilka słów mych rozważań o odpowiedzialności, niesie za sobą wiele dobrych i istotnych dla życia prawd. I może wydawać się śmieszne, że swe refleksje opieram właśnie na jakimś serialu telewizyjnym, ale mam ku temu powody.

 

Bohaterowie serialu, który mam na myśli, zmagają się każdego dnia na dobre i na złe z różnymi problemami, odpowiedzialnie ratując przy tym życie bliźnim, z którymi na co dzień się spotykają, bo taką obrali pracę. Dlaczego jednak zdecydowałem się na te kilka chwil refleksji. Powszechnie panujące przekonanie, iż telewizja obecnie nie prezentuje zbyt ambitnych propozycji swoim widzom jest bliska prawdy. Jednak ja chciałbym uchwycić właśnie te pozytywne strony jakie ma do zaoferowania telewizja, bo właśnie jeden z seriali, pozwala mi snuć swe refleksje. Ale przejdźmy do meritum problemu, jaki chciałbym poruszyć:

 

Kobieta przed czterdziestką, cierpiąca na bezpłodność. Mąż, dwoje dzieci, jednak nie własnych, lecz jedno męża a drugie adoptowane przez nią. Wiem, że może nie jest to właściwy wizerunek małżeństwa, ale nie w tym tkwi istota sprawy. Owa kobieta bardzo pragnie mieć własne dziecko i walczy o nie. Nie poddaje się. Ciągłe badania, testy, leczenie hormonalne... i nic. Jednak ona nie ustaje. Wyznaje zasadę, iż zawsze trzeba mieć nadzieję, jeśli ta walka i starania mogą w konsekwencji spowodować, iż pod jej sercem będzie mogło rozwijać się nowe życie. Walczy i w końcu zwycięża. Robi sobie prosty test ciążowy i jego wynik okazuje się pozytywny. Konsultuje się dla pewności z ginekologiem, który również potwierdza to iż jest w ciąży. Obopólna radość, jej i męża, choć bała się mu to początkowo przekazać, bo sądziła, że nie chce mieć dzieci, co wywnioskowała z rozmów z nim. A on nie chcąc robić jej przykrości, biorąc ją za żonę zaakceptował jej przypadłość i nie wracał do tej sprawy. Ale teraz jest radość, cieszy się razem ze swą ukochaną żoną, wspólnie przeżywając to wydarzenie. Ona przyrzeka, że będzie chroniła każdego dnia, tygodnia i miesiąca aby utrzymać tę ciążę. Czułe słowa o małej, bezbronnej istocie. Patrzenie z nadzieją w przyszłość i pełen miłości opis maleńkich rączek, nóżek... Radość, że wreszcie po tylu latach starań, pod jej sercem będzie mogła rozwijać się nowa ludzka istota, nowy człowiek. Wzruszające. Szczerze muszę przyznać, że po moim policzku spływały łzy, kiedy doświadczałem tej sceny. I choć był to tylko serial wg określonego scenariusza, to jednak bardzo żywo w pamięci zapadła mi ta scena i wzbudziła we mnie wiele nurtujących pytań. Gorąco wierzę, że wiele jest takich sytuacji w życiu i wiele kobiet, które tak czule i szczerze z miłością mówią o tym cudzie jaki się w nich dokonuje.

 

Jednak moje serce dopuszcza też nutę niepewności i zapytuje siebie, czy każda młoda kobieta, matka, tak bardzo pragnie dziecka, tak dzielnie o nie walczy, nawet w przypadku, gdy ma problemy z zajściem w ciążę? Jako kleryk nie doświadczę już tego i nie sprawdzę namacalnie. Nauczyłem się jednak szczegółowo obserwować świat i powiem bez cenzury, że przerażają mnie coraz to nowe odkrycia jakich dokonuję, zauważam i jakich dane mi jest doświadczać. Mocno tkwią mi w pamięci wykłady z etyki i poruszany na nich problem ochrony życia i zagrożenia tegoż życia poprzez antykoncepcję oraz aborcję.

 

Czy w tym jest odpowiedzialność? Chyba nie!!!

Bo dążenie tylko do przyjemności i zaspokojenia swych własnych potrzeb seksualnych to zwierzęce instynkty. I jaka tu odpowiedzialność, kiedy młoda kobieta zachodząca w ciążę, bo zawiodły środki które miały do niej nie doprowadzić, w większości przypadków decyduje się na aborcję. Żywe są w mym sercu słowa Ojca Świętego, Jana Pawła II, które wypowiedział w kontekście wprowadzenia w Polsce dopuszczalności przerywania ciąży, iż „naród który zabija własne dzieci dąży do samozagłady i jest narodem chorym”. Wiem, że nie mam prawa uogólniać tego problemu, bo wiele jest kobiet, które nie dopuszczają nawet do siebie myśli, by zabić rodzące się w nich nowe życie. Jednak ze smutkiem muszę stwierdzić, że coraz częściej staje się to rzadkością. I wcale nie czynią to przy pomocy lekarza, ale dokonują aborcji ukrytej, przy użyciu aborcyjnych środków chemicznych, po których organizm nawet po kilku tygodniach ciąży niszczy płód i go samoistnie wydala. Czy to jest odpowiedzialność?

 

Trudno mi opisać co czuje kobieta, kiedy pod jej sercem budzi się do życia – nowe życie, ale wzrusza mnie i raduje, kiedy widzę radość z tego powodu, że to życie może się rozwijać i taka mała istota przez dziewięć miesięcy może czuć się bezpiecznie, bo nikt nie zamierza jej skrzywdzić, a wręcz przeciwnie, czyni wszystko, aby to nowo rodzące się życie, miało stworzone jak najlepsze warunki do rozwoju i przyjścia na świat.

 

Jestem dopiero w możności bycia kapłanem, a ten problem nie daje mi ostatnio spokoju i mocno mnie nurtuje. Dlatego też cieszy mnie fakt, że coś mogło mnie do tego zainspirować i pobudzić do refleksji. Psychologia rozwojowa czy etyka nie da całkowitej odpowiedzi na nurtujące pytania, nie naświetli do końca tego co w życiu ważne i istotne. Suche fakty, nie zawsze są wystarczające. Cieszę się więc z faktu, iż pomimo laicyzacji telewizji i braku wartościowych programów, mogłem w niej jednak odkryć coś wartościowego, co pobudziło mnie do wysnucia tych kilku refleksji na temat jakże ważny, bo ludzkiego życia, które należy chronić a nie zabijać. Bo budującym jest fakt, kiedy słyszy się z ust kobiety, że będzie się dbało o utrzymanie ciąży, kiedy widzi się na jej twarzy radość z powodu tego, że będzie mogła nosić pod swym sercem, maleńką, bezbronną i jakże kochaną ludzką istotę , którą po dziewięciu miesiącach będzie mogła ukazać światu.

 

Trudno ubrać w słowa to co czuje serce. A to co czuło moje serce starałem się przelać na papier i podzielić się tym z innymi, bo uważam że trzeba o tym mówić głośno, gdyż ten problem nie jest czymś błahym. Czy mi się to udało? Trudno mi odpowiedzieć a ocenę pozostawiam tym, którzy zdecydowali się przeczytać te kilka słów mych refleksji.

 

I na koniec jako przyszły kapłan, chciałbym gorąco podziękować tym wszystkim kobietom, które noszą, bądź będą nosić pod swym sercem nowe życia i podziękować im za ich odpowiedzialność, która bardzo mnie buduje w sytuacji, gdy coraz częściej nie szanuje się ludzkiego życia. I żywię ogromną nadzieję, iż może kiedyś któraś z tych rozwijających się do przyjścia na świat maleńkich i bezbronnych istot zostanie poświęcona Bogu jako kapłan czy siostra zakonna i będzie mogła z wdzięcznością bronić ludzkiego życia, co w dobie XXI wieku nie jest wcale łatwe i trzeba to sobie często uświadamiać.

 

Życzę więc sobie i tym którzy razem ze mną zdecydowali się na te kilka słów refleksji, abyśmy zawsze byli odpowiedzialni za to wszystko, czym Bóg obdarza nas na ścieżkach naszego życia.

 

Bóg obdarzył każdego człowieka seksualnością i nie uważa jej za coś złego. Jednak należy z niej odpowiedzialnie i właściwie korzystać. Naszą seksualnością kieruje prawo naturalne, które odpowiedzialnie przestrzegane prowadzi do radości i pełnego miłości człowieczeństwa.


Dariusz Przewoźnik




menu

Zasady przetwarzania danych

Dotyczące danych z formularza wysyłanych ze strony.

Dane z powyższego formularza będą przetwarzane przez naszą firmę jedynie w celu odpowiedzi na kontakt w okresie niezbędnym na procedowanie przekazanej sprawy. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do przetworzenia zapytania. Każda osoba posiada prawo dostępu do swoich danych, ich sprostowania i usunięcia oraz prawo do wniesienia sprzeciwu wobec niewłaściwego przetwarzania. W przypadku niezgodnego z prawem przetwarzania każdy posiada prawo do wniesienia skargi do organu nadzorczego. Administratorem danych osobowych jest Parafia Św. Ap. Piotra i Pawła Piekary Śląskie - Kamień, siedziba: Piekary Śląskie, ul. Biskupa Nankera 221.